Usankcjonowana wolność polowań a walka z wirusem ASF

Na skutek nieskutecznych działań za naszą wschodnią granicą zakażenia wywołane wirusem ASF dotarły do Polski, a następnie, pomimo różnorodnych prób ich powstrzymania, zaczęły się rozprzestrzeniać. Ustanawiano szeregi stref bezpieczeństwa, wprowadzano dodatkowe wymogi sanitarne, likwidowano hodowle trzody chlewnej, jednakże pomimo to problem nadal istnieje.

Czym jest wirus ASF?
Afrykański pomór świń  (ASF) to szybko szerząca się, zakaźna choroba wirusowa, na którą podatne są świnie domowe , świniodziki oraz dziki. W przypadku wystąpienia ASF w stadzie dochodzi do dużych spadków w produkcji: zakażenie przebiega powoli i obejmuje znaczny odsetek zwierząt w stadzie, przy czym śmiertelność zwierząt sięga nawet 100%.  Wirus jest wyjątkowo odporny na działanie niskich temperatur i zachowuje właściwości zakaźne we krwi, kale, tkankach (zwłaszcza surowych, niedogotowanych produktów z mięsa wieprzowego lub dzików) przez okres nawet 3-6 miesięcy.

Jakie są drogi zakażenia wirusem?
Najczęstszym sposobem zakażenia zwierząt jest bezpośredni lub pośredni kontakt ze zwierzętami zakażonymi. Rozprzestrzenianie się wirusa jest stosunkowo łatwe za pośrednictwem osób i pojazdów odwiedzających gospodarstwo, skażonego sprzętu i narzędzi, zwierząt mających swobodny dostęp do gospodarstwa (gryzonie, koty, psy), jak również przez skażoną paszę, wodę oraz skarmianie zwierząt odpadami kuchennymi (zlewkami) zawierającymi nieprzetworzone mięso zakażonych świń lub dzików.

Jak zapobiegać wirusowi?
Jednym z przyjętych sposobów walki z zakażeniami jest odstrzał dzików, za pośrednictwem których wirus się przenosi. Zarówno rolnicy, jak i myśliwi postulowali w tym kontekście zwiększenie możliwości dokonywania odstrzałów, czego wyrazem wydaje się być przyjęte prawo, nazywane potocznie od nazwiska Ministra Rolnictwa lex Ardanowski. Powstaje jednak pytanie czy głównym celem tego prawa rzeczywiście jest zwiększenie skuteczności walki z ASF oraz czy nie idzie ono zbyt daleko.

Co budzi w tej ustawie największe kontrowersje?
Przede wszystkim zapis o tym, że każdej osobie, której zarzuci się utrudnianie polowania grozić może kara więzienia. W rezultacie może to oznaczać nawet spacerowiczów lub grzybiarzy, którzy znajdą się na obszarze objętym odstrzałem dzików. Zorientowanie się, że jesteśmy na objętej nim przestrzeni może być dodatkowo utrudnione ze względu na możliwość, jaką prawo da myśliwym: polowania z użyciem tłumików, co w połączeniu z brakiem lub nienależytym zabezpieczeniem terenów polowań stwarzać może realne zagrożenie dla życia ludności. Stwarzać to może dodatkowo ryzyko zwiększenia skali kłusownictwa.

Czy jednak ustawa może w istocie przyczynić się do zniwelowania zagrożenia ASF i paradoksalnie sama nie stworzy nowych zagrożeń, nie zaradzając jednocześnie problemom do tej pory nierozwiązanym? Najważniejsze jest tutaj spełnienie odpowiednich wymogów sanitarnych oraz kontroli nad polowaniami. Szczególnie w zakresie tej ostatniej zauważyć można znaczące niedobory. Teoretycznie bowiem każda osoba „z zewnątrz” mogłaby zostać uznana przez myśliwych za utrudniającą polowanie. Ponadto do ochrony polowań będą mogły zostać zaangażowane nawet takie służby, jak policja czy wojsko. Prowadzi to zatem do braku możliwości sprawowania kontroli społecznej. Pozostaje więc kontrola instytucjonalna. Kto jednak w świetle ustawy mógłby ją prowadzić? W jednym z zapisów wspomina się o służbach państwowych, które jednak miałyby dokonywać kontroli na wniosek dzierżawcy lub zarządu obwodu łowieckiego. Jak często jest to podnoszone w tym kontekście, myśliwi stawaliby się zatem „sędziami we własnej sprawie”.

Może jednak koła łowieckie nabrały już jednak odpowiedniego doświadczenia i warto byłoby zaufać ich profesjonalizmowi? Tutaj należy wyrazić daleko idącą wątpliwość. Po zabiciu dzika powinien on zostać zabrany z miejsca odstrzału ze stosowaniem się do zasad bioasekuracji tak, aby  jego krew nie pozostała na miejscu lub nie została przeniesiona, stwarzając tym samym zagrożenie epidemiologiczne. Tymczasem zdarzały się przypadki, odnotowywane przez aktywistów, których działalność po wprowadzeniu ustawy może zostać w znacznym stopniu ograniczona –zabite zwierzęta były patroszone bez stosowania np. mat ochronnych, zaś krew zwierząt wynoszona była z lasu na oponach samochodów lub nawet sierści psów. Dlaczego jest to niebezpieczne? Ponieważ wirus ASF może być przenoszony przez gryzonie a nawet owady, które mogą zawlec go do chlewni, chociaż nawet i to nie jest konieczne, gdyż źródłem zakażenia mogą stać się zakażone narzędzia oraz pasze. Zatem bez wprowadzenia odpowiednich kontroli sanitarnych i zachowania należytej ostrożności przez myśliwych ustawa jest pozbawiona sensu.

Można zatem stwierdzić, że w kontekście opracowywania założeń tego prawa, jak i realnych możliwości jego wykorzystania do zwalczania ASF na całej linii zawodzi „czynnik ludzki”, na czym najpewniej ucierpią zwierzęta. Na szczęście ludzie nie są wrażliwi na zakażenie wirusem ASF, w związku z czym choroba ta nie stwarza bezpośredniego zagrożenia dla ich zdrowia lub życia.