Czy to już pora na elektryczne samoloty?

Dla ochrony klimatu i środowiska naturalnego w coraz większym stopniu staramy się zastępować silniki napędzane benzyną zasilanymi energią elektryczną. Od lat mamy do czynienia z elektrycznymi samochodami, natomiast czy jest możliwe, abyśmy mogli zacząć przemieszczać się elektrycznymi samolotami? Ostatnie osiągnięcia techniczne na tym polu dają nadzieje na to, że stanie się to możliwe, prace nad takimi samolotami prowadzi bowiem wielu producentów.

W ubiegłym roku w Kandzie odbył się test potencjalnego komercyjnego i co najważniejsze w pełni elektrycznego samolotu, którego projekt był efektem połączenia sił linii Harbour Air oraz  przedsiębiorstwa magniX. To ostatnie zaprojektowało i stworzyło silnik do prototypowego samolotu. Silnik o mocy 750 KM został umieszczony w sześcioosobowym hydroplanie, zaś jego moc pozwala na odbycie lotu na dystansie do 160 kilometrów. W silniku zastosowane zostały baterie litowo-jonowe, natomiast jak zwracają uwagę przedstawiciele Harbour Air dostępne są już znacznie lepsze ogniwa, których zastosowanie z pewnością przełożyłoby się na osiągi samolotu.

Trwający 15 minut lot próbny miał miejsce wzdłuż rzeki Fraser w okolicach Vancouver, zaś za sterami samolotu zasiadł sam prezes Harbour Air Greg McDougall. W przypadku przejścia przez samolot testów bezpieczeństwa i uzyskania przez silnik stosownych certyfikatów jego przedsiębiorstwo planuje wyposażenie swoich samolotów w silniki elektryczne oraz rozpoczęcie komercyjnych lotów pasażerskich w ciągu dwóch lat. Efektem tego będą oszczędności liczone w milionach dolarów, ponieważ obsługa i bieżąca konserwacja silników elektrycznych jest znacznie tańsza. Jak zaznacza jednocześnie dyrektor magniX Raul Ganzarski największym wyzwaniem konstrukcyjnym w dłuższej perspektywie będzie zwiększenie pojemności akumulatorów. Niemniej jednak aktualne osiągi produkowanych przez magniX silników są dla Harbour Air wystarczające, ponieważ linia ta wykonuje loty pomiędzy Vancouver, ośrodkiem narciarskim Whistler oraz pobliskimi wyspami.

Nie wszystkie próby samolotów elektrycznych kończą się sukcesem. Tragiczną w konsekwencjach porażkę na tym tle w 2018 roku poniósł Siemens. Test samolotu wyposażonego w silnik Siemensa został przeprowadzony przez przedsiębiorstwo Magnus eFusion w okolicach Budapesztu. W trakcie lotu w silniku doszło do awarii, zaś samolot rozbił się. Obaj piloci zginęli na miejscu. Sam prototyp silnika miał w założeniu pozwolić na trwający 20 minut lot. Miał jednocześnie zapewniać moc 260 kW przy 2500 obrotach na minutę. Mimo tej katastrofy należy jednak zaznaczyć, że to do Siemensa należy rekord prędkości w pełni elektrycznego samolotu, ustanowiony w 2017 roku i wynoszący 338 km/h.

Próbę pobicia tego rekordu planuje podjąć producent, którego z samej nazwy z pewnością nie kojarzylibyśmy z elektrycznymi samolotami: jest to Rolls-Royce. Jednakże Rolls-Royce to nie tylko luksusowe samochody, ale także firma Rolls-Royce plc, która od podziału przedsiębiorstwa w 1973 roku zajmuje się m.in. produkcją silników lotniczych. W planach „tego” Rolls-Royce’a jest skonstruowanie w 2020 roku elektrycznego samolotu, który byłby zdolny polecieć z prędkością sięgającą 480 km/h. Zainstalowany w samolocie silnik ma dać moc 500 KM przy 90% wydajności energetycznej oraz pozwolić na przelot na dystansie 466 km, z Londynu do Paryża. Prace te stanowią część tak zwanej inicjatywy ACCEL – Accelerating the Electrification of Flight, która częściowo jest finansowana przez Wielką Brytanię. Co ciekawe, Rolls-Royce współpracuje jednocześnie z Siemensem i Airbusem przy projekcie hybrydowego samolotu pasażerskiego. Skoro zaś już jesteśmy przy Airbusie: warto wspomnieć o realizowanym przez tego giganta projekcie samolotu treningowego E-Fan. Wspomniana zaś hybryda, której pierwszy lot miałby się odbyć w 2021 roku posiadać będzie jeden silnik elektryczny oraz 3 tradycyjne silniki odrzutowe.

Prace nad elektrycznymi samolotami prowadzone są także przez producentów spoza tej trójki. Kolejnym, poza Kanadą, przykładem takiej współpracy jest ta na linii EasyJet – Wright Electric. Tutaj celem jest stworzenie elektrycznego samolotu pasażerskiego, który mógłby obsługiwać trasę Londyn – Amsterdam. Lot miałby trwać mniej niż 2 godziny. Do tej pory Wright Electric z sukcesem zakończył testy samolotu dwuosobowego i planuje prowadzić prace nad samolotami mogącymi przenosić 9, 50, 150 i 180 pasażerów. Loty komercyjne tymi maszynami mogłyby się rozpocząć dopiero pod koniec lat 20.

Widać zatem wyraźnie, że o ile loty długodystansowe na razie pozostaną domeną tradycyjnych samolotów odrzutowych, o tyle w przypadku lotów na krótszych dystansach stopniowe przechodzenie na samoloty w pełni elektryczne wydaje się być w coraz większym stopniu realne.