Rola drzew w walce z dwutlenkiem węgla.

Ciężko wyobrazić sobie krajobraz pozbawiony roślinności, jednak coraz częściej widzimy połacie pieńków, które niegdyś były zagajnikami. Jest to skutek budowania drogi szybkiego ruchu, innym razem budowa marketu na przedmieściach dużego miasta, a jeszcze innym karczowanie pod zbiornik retencyjny.

Działalność człowieka działa destrukcyjnie na naturę, która traci zdolność do samoregulacji i samoregeneracji. Efektem są zmiany klimatyczne, a te zaś prowadzą do klęsk żywiołowych. Naukowcy w zeszłorocznym raporcie Międzyrządowego Panelu ds. Zmian Klimatu alarmowali, że została nam nieco ponad dekada by skala klęsk żywiołowych nasiliła się na tyle, byśmy mogli wprost mówić o katastrofie ekologicznej. Ta bliskość wydaje nam się zupełnie irracjonalna, nierzeczywista i niemożliwa, jednak 40 lat temu lodowce topniały sześć razy wolniej niż teraz, co jest  wystarczającym dowodem na to, że rzeczywiście stoimy na krawędzi.

Najlepszą bronią do walki z dwutlenkiem węgla są drzewa. Dr Thomas Crowther w 2015 roku oszacował, że na świecie rośnie 3 biliony drzew, a liczba ta z każdym rokiem ma się zmniejszać z powodu trzykrotnie większej wycinki w stosunku do nasadzeń. W tym roku natomiast wyliczono, że na świecie jest miejsce na zasadzenie 1,2 kwintyliona (1 i 30 zer) drzew, a aby zredukować antropogeniczną emisję CO2 do atmosfery i „odmłodzić” ją o około dziesięć lat wystarczy 3,5 tryliona (1 i 19 zer) sztuk, więc mamy jeszcze spory zapas i całkiem sporo możliwości. Jak więc wygląda profilaktyka?

W Polsce rocznie sadzi się pół miliarda drzew przez samych leśników. Do tego dochodzą akcje zorganizowane przez gminy, organizacje i fundacje, prywatne nasadzenia i samosiejki, które szacuje się na 300 milionów sztuk rocznie. Akcja promocyjna Lasów Państwowych „1000 drzew na minutę” ma zapewnić zalesienie 33 procent powierzchni Polski do 2050 roku. Do tego samego roku Australia obiecuje zasadzić miliard drzew. Można mówić, że w stosunku do Polski to mało, jednak nasza pustynia ma 33 km2, a australijskie stanowią 50% powierzchni całego kontynentu. Absolutnymi pionierami w nasadzeniach są Buhtan, Etiopia i Filipiny.

Buhtan to małe azjatyckie państwo które od 2016 roku zalesiło prawie 80% swojej powierzchni, dzięki czemu pochłania 3 razy więcej dwutlenku węgla niż produkuje. Etiopia, pobiła rekord świata w ilości zasadzonych drzew w ciągu jednego dnia, 353 miliony (poprzedni rekord należał do Indii- 50 milionów sztuk),  a między majem a październikiem chcą przekroczyć 4 miliardy sadzonek. Na Filipianach pobito rekord w ilości posadzonych drzew w ciągu jednej godziny-3,2 miliona sztuk! Wielki ukłon należy się także Pakistanowi znajdującemu się na siódmym miejscu na liście krajów najbardziej narażonych na skutki globalnego ocieplenia i który ma jeden z najwyższych wskaźników wylesienia  w Azji. Wycinka drzew była prowadzona na tak szeroką skalę, że lasy zajmują mniej niż 3% całkowitej powierzchni tego kraju. Od zeszłego roku władzę w Pakistanie sprawuje Pakistański Ruch na Rzecz Sprawiedliwości (PTI), a jego liderem jest Imran Khan, który zapowiedział zasadzenie 10 miliardów drzew w ciągu 5 lat. Mimo napiętego terminu akcja jest sukcesywnie realizowana. Zauważyć należy, że wymienione kraje nie należą do czołówki najbardziej rozwiniętych, a  dają wspaniały przykład.

Trochę inne podejście obserwować możemy w krajach wysokorozwiniętych, np. w  Niemczech, gdzie nie wycina się starych „prawdziwych” drzew, a te w ciągu roku są dwukrotnie badane przez dendrologa. „Prawdziwych”, ponieważ niemieccy naukowcy opracowali sztuczne drzewa, które mają być 10 razy lepsze w wychwytywaniu dwutlenku węgla niż drzewa „prawdziwe”. Co prawda sztuczne drzewo nie jest kawałkiem plastiku z cudownymi właściwościami tylko systemem wychwytującym dwutlenek węgla, następnie zamieniającym go w produkt bogaty w węgiel. Potem system uwalnia tlen do powietrza jednocześnie odciągając  nadmiar produktów ubocznych węgla do późniejszego wykorzystania. Niestety system ten jest bardzo drogi, a przez to niezbyt popularny. Jego rozkwit przewidywany jest za kilka lat, kiedy technologia jeszcze bardziej się rozwinie, stanie się tańsza i przyciągnie większą liczbę inwestorów niż dotychczas.

Niestety nadal to tylko kropla w morzu potrzeb, a morze prawdopodobnie powiększa się w tej chwili, bo ekologia przegrywa z ekonomią.

Rosja. 3 miliony hektarów spalonych lasów, opieszałość polityczna i brak środków spowodowały, że na Syberii rozpętało się prawdziwe piekło. W czterech regionach ogłoszono stanach wyjątkowy, żywioł dotknął bezpośrednio tysiące osób, a Moskwa planuje sztucznie wywoływać deszcz. Początkowo pożary były ignorowane, lecz wiatr, upał i płomienie zbliżające się do Mongolii zmobilizowały władze do uruchomiania samolotów, które mają za zadanie gasić ogień. Problem jest o tyle duży, że poza spalonymi drzewami doszło też do zajęcia się torfowisk, a to tak, jakby tlił się magazyn wypełniony węglem. Ugaszenie tlącego się torfowiska jest praktycznie niemożliwe. Ilość dwutlenku węgla idącego w powietrze na chwilę obecną nie jest do oszacowania, tak naprawdę skala widoczna będzie dopiero w przyszłorocznych pomiarach, zamykających 2019 rok.

Pożary na Syberii nie są zjawiskiem niespotykanym, obserwuje się je stale od 1915 roku, jednak dopiero teraz ich skala jest tak ogromna. Wynika to z faktu, że dawniej, jeszcze za czasów ZSRR codziennie w gotowości było 500 samolotów, które miały za zadanie wykrywać i gasić pożary lasów. Obecna Rosja nie dysponuje już takimi środkami finansowymi, a nawet otwarcie mówi o bezsensowności gaszenia niektórych pożarów. Bezsensowności z punktu widzenia ekonomii, a nie ekologii. Mówi się, że w naturze nic nie gnie, jednak nie można powiedzieć, że w chwili obecnej bilans wynosi 0, tym bardziej nie można powiedzieć, że bilans wychodzi na plus.

Epoka w której żyjemy to antropocen, czyli epoka kształtowana przez człowieka. Zjawiska jakie obserwujemy, żywioły i kataklizmy dowodzą że to już jest jej koniec. Naukowcy zastanawiają się jak nazwać te w którą wchodzimy i coraz częściej mówi się, że jest to epoka ognia, ponieważ zmiany które wprowadzamy wchodzą zbyt późno i nie są na właściwą skalę. Tutaj nie chodzi o wprowadzanie atmosfery strachu, a budowanie świadomości ekologicznej i społeczną mobilizację. O dziwo najmniejsi radzą sobie najlepiej.