Śmiecioland

Wyobraźmy sobie scenę: płyniemy przez bezmiar oceanu, który dawno już zalał wiele miast, co jakiś czas dopływamy do jakiejś laguny, zbudowanej przez rozbitków z jakiegoś złomu, zaopatrujemy się, płyniemy dalej… Brzmi znajomo? Części czytelników taki wstęp na pewno skojarzył się z filmem sprzed lat z Kevinem Costnerem w roli głównej.

Jednakże w perspektywie lat kilkudziesięciu, przy postępującym globalnym ociepleniu i zaśmiecaniu Ziemi taki scenariusz nie wydaje się już być tak nierealistyczny, nawet jeżeli odrobinę podkoloryzowany.

Tekst ten jednak, jak zresztą wskazuje na to tytuł, nie będzie traktował o globalnym ociepleniu, a o zaśmiecaniu właśnie. A fabuła filmu sugeruje z kolei, że będzie chodziło o oceany.

W poprzednim roku opublikowaliśmy się artykuł dotyczący projektu The Ocean Cleanup, którego celem było zajęcie się problemem wielkiego skupiska śmieci znajdującego się na Pacyfiku. Problem w tym, że choć jest to problem najsłynniejszy, to nie jedyny.

Słynna plama pacyficzna została odkryta już w roku 1997 (! – to już ponad 20 lat!) przez żeglarza Charlesa Moore’a. Można sobie wyobrazić scenę rodem z epoki wielkich odkryć geograficznych i wielkiego podróżnika zatykającego flagę swojego państwa ze słowami „Nazwę ten nowy ląd…”, aczkolwiek na tym „lądzie” nie da się oczywiście stanąć. Porównanie tego obszaru np. do państwa jest zresztą jak najbardziej zasadne, ponieważ całkowita powierzchnia tego śmietniska wynosi obecnie ponad 1,5-1,6 mln km2! Dla porównania i przypomnienia: powierzchnia Polski to jedynie niecałe 313 000 km2.

Mechanizm powstania tej masy jest następujący: śmieci – czy to trafiające do rzek, czy wyrzucone na otwartym morzu (szacuje się, że proporcje kształtują się tutaj odpowiednio w relacji 80% do 20%) są podejmowane przez prądy oceaniczne, natomiast w momencie natrafienia na tzw. Wir Północnopacyficzny o stałym charakterze są stopniowo kumulowane. Co najważniejsze, wirów tego typu na Ziemi jest kilka, a zatem oceaniczne wysypisko na Pacyfiku nie jest jedyne. Podobne tworzą się także na Oceanie Atlantyckim i Indyjskim. Na samym Oceanie Spokojnym znajduje się jeszcze jedno podobne skupisko. O samej możliwości tworzenia się takich wysp i pierwsze wzmianki o nich pochodzą już z 1976 roku.

Skupisko na Oceanie Atlantyckim znajduje się na Morzu Sargasowym. Jego wielkość szacowana jest na „setki kilometrów”, zaś na kilometrze kwadratowym tej plamy znajduje się około 200 000 różnego typu śmieci. Ze względu na lokalizację sprzątnięcie tego obszaru byłoby o tyle problematyczne, że zastosowanie filtrów mogłoby jednocześnie zebrać wszystkie żyjące w tych wodach zwierzęta morskie. Pewne próby były do tej pory podejmowane jedynie przez Environmental Protection Agency.

Specyficznym źródłem tym razem pływającej wyspy śmieci stało się trzęsienie ziemi oraz tsunami w Japonii, które spowodowały, że około 20 milionów ton śmieci, do tego radioaktywnych, przemierzyło Ocean Spokojny i dotarło do zachodnich wybrzeży Stanów Zjednoczonych.

Jednakże aby takie skupisko powstało nie jest potrzebna takiej skali katastrofa naturalna. W tym roku zaobserwowano utworzenie się kilkukilometrowej „wyspy” tego typu w okolicach Korsyki i Elby na Morzu Śródziemnym. Jedyna zasadnicza różnica pomiędzy takimi wyspami a tymi oceanicznymi polega na tym, że mają one charakter tymczasowy, ponieważ powstają w wyniku działania okresowych prądów morskich, dodatkowo wspieranych przez odpowiednie warunki wietrzne. Zdaniem naukowców czas po jakim powinna ona się rozpaść to od kilku tygodni do maksymalnie trzech miesięcy.

Podsumowując zaś temat należy stwierdzić, że istnieje pilna potrzeba, aby zdolności ludzkości do sprzątania otaczającego nas świata przynajmniej nadążały za zdolnościami do jego zaśmiecania.