Nowatorskie gumowe drogi kontra polskie przepisy.

W jednym z wcześniejszych artykułów wspominaliśmy o możliwościach wykorzystania zużytych opon. Jedną z ciekawszych opcji jest ulepszanie przy ich pomocy nawierzchni dróg. Tymczasem możliwe jest także o wiele dalej idące rozwiązanie: położenie drogi gumowej, która jest tańsza i łatwiejsza w „montażu”. Niestety jak pokazuje polska rzeczywistość-innowacyjne i proekologiczne rozwiązania natrafiają czasami na barierę nie do przebycia w postaci polskiej biurokracji, skutecznie blokującej możliwości rozwoju takich inicjatyw.

Pomysł na położenie gumowej drogi powstał w Kisielicach.

Jest to małe miasto znajdujące się w województwie warmińsko-mazurskim. Osobą, która wpadła na ten pomysł był burmistrz Kisielic, który szukał sposobu na ulepszenie lokalnej drogi we wsi Goryń, prowadzącej do tzw. domu rencisty, w którym mieszka kilka rodzin. Nie miał przy tym szans na pokrycie kosztów położenia tradycyjnej, lepszej drogi w jednej z gminnych lokalizacji. Postanowił zatem wykorzystać maty gumowe, które są stosowane m.in. na placach budowy. Ten konkretny jej kawałek stanowiła zużyta taśma przenośnikowa, wykorzystywana w kopalniach, która dodatkowo posiada zbrojenie z linki stalowej. Trzeba tutaj podkreślić, że koszt takiej inwestycji to zaledwie 10% tego, co trzeba by było wydać na budowę klasycznej szosy. Kilometr gumowej nawierzchni nawet z ulepszeniami, o których w kolejnym akapicie, kosztuje mniej niż 100 000 zł.

Tymczasowe rozwiązanie sprawdziło się także zimą.

Na drodze położono warstwę antypoślizgową, co dodatkowo poprawiło jej bezpieczeństwo przy trudnych warunkach atmosferycznych. Takie wzmocnienie konstrukcji drogi było możliwe dzięki sugestii osoby zajmującej się w Holandii takim ulepszaniem dróg. Po wypróbowaniu różnych materiałów, takich jak bazalt, piasek i korund ostatecznie stwierdzono, że to ten ostatni dał najlepsze rezultaty. Podkreślano przy tym, że korund jest materiałem jednocześnie tanim i ekologicznym. Co interesujące i ważne: z drogi korzystają nie tylko samochody osobowe. Jak wspomina burmistrz Kisielic sprawdza i nie niszczy się również wtedy, kiedy regularnie jeździ po niej znacznie cięższa śmieciarka.

Spełnienie wszystkich norm jest sporym wyzwaniem.

Problemy pojawiły się ze strony inspekcji nadzoru budowlanego, która stwierdziła, że inwestycja nie była utwardzeniem drogi, ale modernizacją. W związku z tym zaczęto wymagać od burmistrza Kisielic certyfikatów potwierdzających, że zastosowane materiały spełniają określone normy. Oprócz tego oczekiwano przedstawienia zezwolenia na budowę. Co do pierwszej części zarzutów inspekcji pomocy udzielili burmistrzowi naukowcy z Politechniki Wrocławskiej. Przeprowadzili oni wszelkie niezbędne badania i wykazali, że zastosowane maty spełniają wymagania techniczne i co więcej: nie stanowią zagrożenia dla środowiska naturalnego.

Burmistrz Kisielic słusznie uważając, że taka droga byłaby dobrym rozwiązaniem dla uboższych gmin podjął działania na rzecz promocji tego rozwiązania oraz na rzecz usankcjonowania prawnego tego typu inwestycji. Równocześnie podjął starania, by uzyskać poparcie naukowe dla takich inwestycji w postaci odpowiednich certyfikatów. Uzyskał nawet taki od brytyjskiego przedsiębiorstwa Wild Strawberry, ale niestety nie uznała go żadna polska instytucja. Kolejnymi krokami były próby uzyskania certyfikatu od Instytutu Badawczego Dróg i Mostów w Warszawie a także rozmowy z Urzędem Marszałkowskim w Olsztynie dotyczących uznania drogi w Goryniu za drogę eksperymentalną. 

Niższe koszty produkcji mogą okazać się kartą przetargową.

Niestety wspomniany Instytut w Warszawie w pewnym momencie przerwał rozmowy z burmistrzem. Nie jest jasne, czy burmistrz próbował kontaktować się z parlamentarzystami, jednakże jak twierdzi ich zainteresowanie sprawą jest niemalże zerowe. Z drugiej zaś strony z burmistrzem Kisielic kontaktowali się samorządowcy z wielu innych miast i gmin w Polsce, których również prawdopodobnie nie stać na budowę tradycyjnej drogi i dla których ta gumowa mogłaby okazać się idealnym rozwiązaniem. Z pewnością zaś jest nim dla mieszkańców domu rencisty w Goryniu, do których obecnie także jesienią i zimą bez problemu mogłaby dojechać chociażby karetka.