Bestialski przemysł futrzarski

Bestialski przemysł futrzarski

Parafrazując klasyka chciałoby się powiedzieć, że norki i lisy zwracałyby się do swoich dzieci słowami: „To nie wilki, to ludzie!”. I nie byłaby to przesada, bowiem w kontekście działalności wobec zwierząt często nasz gatunek nie zasługuje na to, by o nim powiedzieć „człowiek – to brzmi dumnie”. Szczególnie jest to widoczne na przykładzie wciąż istniejącego przemysłu futrzarskiego.

Jeszcze w poprzedniej kadencji Sejmu w Polsce pojawił się pomysł zakazania hodowli zwierząt na futra. Inicjatywa ze wszech miar właściwa, jednakże pomimo osobistego zaangażowania Jarosława Kaczyńskiego do tej pory nie doczekała się realizacji. Trudno powiedzieć z jakich powodów, bo według różnych badań ponad 70% Polaków jest tego typu hodowlom przeciwna, także o brak poparcia społecznego nie można byłoby się obawiać. Naciski lobby z tego „przemysłu”? Pojawiały się też głosy, że Prawo i Sprawiedliwość nie mówiło tutaj niestety jednym głosem.

Jednakże po wyborach pomysł powrócił, co potwierdzają m.in. słowa zastępcy rzecznika PiS. Należy mieć nadzieję, że tym razem sprawa ta zostanie doprowadzona do końca. Równocześnie warto wspomnieć o projekcie ustawy autorstwa Katarzyny Piekarskiej, który dotyczy nie tylko zakazu hodowli zwierząt na futra, ale także podejmuje kwestię zakazu występów zwierząt w cyrkach. Zwraca jednak uwagę fakt, iż wybrana z list Koalicji Obywatelskiej (po odejściu z SLD) posłanka przewiduje aż 8-10-letni okres vacatio legis, co w założeniu ma umożliwić przedsiębiorcom przebranżowienie się.

Głównym „kontrargumentem” przeciwników takich regulacji są względy ekonomiczne: spodziewany wzrost bezrobocia oraz zmniejszenie wpływów do budżetu z tytułu podatków. Dane ekonomiczne są jednak bezwzględne: bezrobocie w Polsce sukcesywnie spada, natomiast przemysł futrzarski wcale nie prosperuje tak dobrze, jak głośne lobby próbuje to przedstawiać. Produkcja futer regularnie bowiem spada, w ciągu ostatnich lat aż o połowę, zaś wartość eksportu – trzeba bowiem pamiętać, że większość produkowanych w Polsce futer idzie na eksport – spadła z 1,5 miliarda do ponad 800 milionów. Poza tym: czy Polski zwyczajnie nie stać, aby – nomen omen – stać się pod tym względem cywilizowanym państwem? Rachunek ekonomiczny nie powinien być tutaj decydujący, liczą się względy etyczne.

Zmienia się również „moda” w tym zakresie. Spada popyt na futra z lisów, także przynajmniej te „farmy” nie mają już racji bytu, natomiast utrzymuje się jeszcze głównie popyt na norki. Rozmiar takich farm to – podaje się je w ilości samic – nawet do 20 000, przy czym całkowita liczba zwierząt na takiej farmie to nawet 100 000. Pytanie o humanitarną hodowlę jest retoryczne.

Tymczasem u naszych zachodnich sąsiadów w tym roku po wprowadzeniu przed kilkoma laty stosownych przepisów zamknięta została ostatnia taka farma i na nic zdały się tutaj protesty przedstawicieli branży. Trzeba przy tym zaznaczyć, że ustawodawstwo niemieckie nie tyle zakazało samej produkcji, co wprowadziło tak rygorystyczne przepisy dotyczące hodowli, że ta stała się zwyczajnie nieopłacalna. W podobny sposób sprawę hodowli zwierząt na futra załatwiono przykładowo w Japonii.

Zmiany będą czekać także Norwegię, w której kwestia warunków przetrzymywania zwierząt została nagłośniona przez Network for Animal Freedom. Koniec okresu przejściowego dla hodowców został ustalony na rok 2025. Dosłowne zakazy hodowli obowiązują w licznych państwach europejskich, m.in. w Wielkiej Brytanii, Austrii, Holandii, Belgii, Czechach, Słowacji, Słowenii, Chorwacji… Polska ma zatem do kogo dołączyć.

Mamy zatem szansę sprawić, by nie można było powiedzieć, że człowiek zwierzęciu wilkiem jest. Chociaż w kontekście tych hodowli to akurat byłoby obraźliwe dla wilka.